UWAGA! W Bieszczadach widziano dziki … czyli jak zostać „Ultrasem” po 2km

UWAGA!!! – W Bieszczadach, a dokładniej w okolicach Cisnej, widziano w ostatni weekend wściekłe dziki buszujące po drogach, stokach … a nawet karczmach!!! Uważajcie na siebie i nie wchodźcie im w drogę – spotkanie tych sierściaków na ich trajektorii biegowej może skończyć się ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu „psychicznym” przejawiającym się zapałaniem miłością do biegania!

runhogs-217
Uwaga – tu buszują dziki …..

Tak, tak .. to oczywiście nasze rodzime dziki w sztukach dwóch –  Azteq’a i Dave’a – buszowały po pięknych, bieszczadzkich górach w poszukiwaniu potu, zakwasów i straconych paznokci …. ale wszystko po kolei.

runhogs-214

Wszystko zaczęło się już jakiś czas temu, zaraz po tym jak nasz pobratymiec Gładki wpadł na poroniony pomysł  przeciągnięcia prezesa przez osławionego Rzeźnika i to w wersji Ultra…. Czy nam się to uda to dowiecie się w maju ale my w ramach przygotowań postanowiliśmy pobrykać 31 stycznia na II Zimowym Maratonie Bieszczadzkim w Cisnej. Do naszej dwójki przytulił się jeszcze Dave – wprawdzie nigdy nawet po płaskim nie przebieg więcej niż 21km ale co tam – jak spadać to z wysoka – i to jest podejście prawdziwego dzika 😉

Niestety tydzień przed imprezą Gładki z przyczyn zdrowotnych wylądował na wikcie i opierunku w pensjonatach NFZ-tu co skutecznie uniemożliwiło mu start …. Wielka szkoda bo to rasowy dzik górski … no więc została nas dwójka.

Żeby nie było za łatwo to na 3 dni przed wyjazdem oboje walczymy z przeziębieniem i odpuszczamy treningi … sobota wyjazd – Dave jako tako wykurowany, ja dalej jakiś zawirusowany – ale nie ma co jojczeć jedziemy zmierzyć się z Bieszczadami. Wyjazd dzień wcześniej  aby jak przystało na profesjonalne zwierzęta biegowe odpowiednio się zaaklimatyzować. Wyjeżdżamy w słońcu, jedziemy w okropnym wietrze a dojeżdżamy w zachmurzeniu. Śniegu jak na lekarstwo a na kolejny dzień zapowiadają deszcze …. No to sobie popływamy i sierść zmoczymy 😉

runhogs-193
Dziki na wojażach …. nie samymi izotonikami biegacz żyje!

Im bliżej – tym cimniej …. i bardziej duje …

Szybki wypad do Cisnej – odbiór pakiecików w hotelu WOŁOSAŃ – w środku mrowie biegaczy przeróżnej maści – endorfiny buzują a Achillesy skrzypią po parkiecie – pakiety odbieramy z rąk/łap/racic misia i jelenia …. a tak naprawdę od super pozytywnych wolontariuszek, dzięki którym, tacy biegowi psychopaci mogą sobie czasem biegowo poużywać na zawodach. Prośba o sprawdzenie danych i nr telefonów …. Dziewczyny informują, że niedźwiedzie się już obudziły i to w razie czego ….. pytam, czy w razie pożarcia zawodnika miś do nich oddzwania czy coś ?

runhogs-207
Czterokopytni obsługiwani poza kolejnością ….

Pakieciki bardzo sympatyczne – gustowna czapeczka od Buffa (będzie jak znalazł na niedzielę do garnituru), kilogram soli do kąpieli (aaaa to dlatego te pakiety takie ciężkie) i co najlepsze – gustowna aluminiowa piersióweczka z logiem biegu (noooo …. to bidony teraz idą w odstawkę) ….

Teraz kierunek ODPRAWA – mają przerabiać sposoby ucieczki przed niedźwiedziami i style jazdy figurowej na lodzie … przerabiają profil trasy i życzą dotarcia na 33km do najbardziej wypasionego punku odżywczego na trasie …. Jest motywacja – ale o tym później. Jeszcze tylko szybkie przyswojenie węglowodanów w postaci makaronu w karczmie Troll i można wracać.

runhogs-196
Test na spostrzegawczość – znajdź dwóch sierściastych….

Wracamy do hotelu do Bukowca (bo noclegu w Cisnej to można byłoby szukać do przyszłej jesieni) – hotel POŁONINY – i tu dajemy kilka gwiazdek Miszelena – bo było zacnie, a ośrodek robił wszystko pod nas – kilku biegaczy zabłąkanych w bieszczadzkich górkach. Przykład – śniadanko już o 5 rano i do wyboru afrodyzjak biegaczy – czyli pyszna jajecznica ! Zbieramy nasze zabawki i w drogę na start …..

runhogs-204
5 rano – czas na kawior z kurzych jaj 

A teraz pytanie „Na ile kilometrów ten maraton ?” ….. w przypadku ZiMB staje się zupełnie zasadne. Bo chłopaki z OTK Rzeźnik z liczeniem mają mały problem i ten maraton zrobili na 44km z dodatkowymi 600 metrami finiszu pod górkę. Na szczęście organizatorzy oświadczyli że te 2,5 km to dorzucają gratis i nic nie musimy za nie dopłacać … 😉 Dzięki chłopaki ..;) I tak oto jak lekko przymknąć na to oko to z maratonu robi nam się Ultramaraton – pomęczymy się kilkanaście minut dłużej ale fejm i duma za te naciągane „ultra” pozostanie na wieki!!! No więc jest zacnie 😉

runhogs-213
To czerwone to nie kurs franka szwajcarskiego …. to delikatne ale okrutne zarazem podbiegi…

No dobra – ale najprzód trzeba dokulać się do mety!

Truchtamy na start – tam robimy za atrakcję krajoznawczą – wywiady, sława, piniondze ….. a tak naprawdę jeden sympatyczny kolega robi sobie z nami zdjęcie, bo tak spodobały mu się nasze oczojebne klubowe wdzianka. W koło skoczny bit zapodaje Wiewiórka na Drzewie.
Około 700 zakręconego i nabuzowanego endoorfinami, izotonikami tudzież makaronem carbonara czeka na wzlot drona …. strzał i lecimy!

runhogs-203
Dziki z 44 kilometrami w racicach mniej ….

Trasa była na pewno ciekawa i malownicza. Uwierzyliśmy na słowo. Niestety delektować się pięknym krajobrazem bieszczadzkich kniei nie było sposób. Ciemne chmury, lejący deszcz na przemian z zadymką gradową, ale po kolei…

0km – start – ok. godz. 7.30
Początkowo sobie spacerujemy, później lekko truchtamy – i takie tempo odpowiada większości startujących. Chwilę po starcie, by schłodzić rozgrzane głowy straceńców wyruszających w trasę, organizatorzy włączyli deszcz. Nic to – na razie lecimy powoli Wielką Obwodnicą  Bieszczadzką po asfalcie … jest miło i przyjemnie gdyby nie to, że leje i jest cały czas pod górkę …. i leje ….. i jest pod górkę …. i leje …

runhogs-220
Hej hopsasa, hej hopsasa … Salomony – siedmiomilowe buty 😉
Podobieństwo tych dwóch Panów jest czysto przypadkowe …!

6km
Skręt w las. To tutaj można było zauważyć zdolności ekwilibrystyczne biegaczy. Niewielkie zejście pokryte w 100% lodem.

DAVE: Umiejętność utrzymania równowagi na śliskiej nawierzchni, trenowana przeze mnie od czasu do czasu na tyskim lodowisku, przydała się. Prezes mówi, że tutaj pierwszy raz  sprawdzał organoleptycznie, czy aby na pewno lód ma dostatecznie niską temperaturę.

Rozpędzony jak dzik w okresie godowym wpadam w zakręt z asfaltu na lód i czuję jak racice mnie same wyprzedzają a grawitacja upomina się o moje spocone ciało …. wywrotka nr 1 zaliczona! Dave jakby nie przyjął do wiadomości, że kroczy po lodowisku zasuwa niczym Bródka na olimpiadzie ….

runhogs-215
Jazda figurowa na lodzie i to pod górkę to nie jest to co dziki lubią najbardziej …

Dalej było nie lepiej – cała wspinaczka aż do 15 kilometra to zabawa – po której stronie dróżki biec jak i tak obie oblodzone … przy większych nachyleniach pod górkę zgodnie z ustaleniami przechodzimy do marszu … co z tego jak Dave nogi ma od samej ziemi do samego zadka i zapiernicza tak że mija biegnących … weź go człowieku goń – moje przeziębienie wychodzi na wierzch i zatyka mnie jak śledź w czekoladzie popity ciepłą wódką…

runhogs-218
Raz z górki, raz pod górkę ….

17km
Pierwszy punkt odżywczy na trasie. Ale by do niego dotrzeć, po 16 kilometrowej przebieżce non-stop w górę, trzeba było pokonać 1 kilometr z góry na dół. Niektórzy ostrożnie schodzili w dół. Metoda na takie zbiegi w dół jest jedna: „na przypale albo wcale”. Można było wyprzedzić wszystkich tych, którzy nie wykorzystali grawitacji w odpowiedni sposób. W moim przypadku to grawitacja wykorzystała mnie …. i to dwukrotnie. Dave za to jak pomyślał tak uczynił i szybko znikł mi z widoku. Dopadłem go na wodopoju jak węszył w ściółce za żołędziami.

runhogs-216
Bieszczady … nic dodać, nic ująć ….

Prawdopodobnie ok 20km
Organizatorzy, jakby do tej pory atrakcji było mało, zamówili małą zadymkę śnieżno-gradową. Nagle zrobiło się biało ale ani to od śniegu ani od łupieżu ….  silny wiatr i mikroskopijne kuleczki lodu tłukły w naszą delikatną cerę twarzy kłujący niczym szpile. Już wiemy co to akupunktura i podziękujemy. Na szczęście jak nagle przyszło, tak szybko się skończyło i dalej byliśmy piękni i młodzi …. no może nie młodzi … no dobra po prostu przeżyliśmy!

Kunszt dziennikarski level DZIK – z chęcią poprowadzimy „Teleexpress” lub „Bieganie na śniadanie”

Od 22km do 35km
Na tym odcinku definitywnie rozdzieliły się nasze drogi. Dave dzielnie wspierał moją zasapaną posturę do tej pory w myśl klubowego paragrafu nr 3974 mówiącego, że prezesa się nie wyprzedza … jednak nie było innego wyjścia. Na ok 24km uaktywniły się moje plecy a zaraz później lewe kolano … mimo płaskiej drogi musiałem odpocząć w chodzie – pojawiły się wątpliwości bo toć to połowa trasy a ze mnie już wrak kostno-oddechowy – ale dzika tak łatwo nie można się pozbyć z biegu – chłopaki-rzeźniczaki – co tam jeszcze dla nas szykujecie – biorę to na sierść!

runhogs-202
Dave coraz dalej .. dziczy aż się mgła robi….

DAVE: Prezes zgubił mi się za którymś z zakrętów. Zostałem sam. Jednocześnie była to droga do upragnionego i osławionego El Dorado, krainy pełnej piwa i innych nalewek, punktu odżywczego w karczmie. Karczma fajna, ale droga twarda, nudna, śliska i pod górę. Kolejny raz na końcu tego odcinka kolejny odcinek stromo w dół. Kolejnych kilkunastu biegaczy zostało z tyłu. Najfajniejszy odcinek na trasie znów utrzymany na dwóch nogach.

runhogs-224
Woda…..napój bogów 😉

runhogs-200
Jak oaza na środku pustyni, jak wyspa w głębi oceanu ….. karczma na trasie biegu!!!

Od 24 do 33 kilometra długa i powolna wędrówka pod górkę – mnie przy nadziei trzyma tylko wyżej wspomniana knajpa i wizja czegoś ciepłego z prądem. Udaje się pokonać bóle i słabości i tam gdzie się da dalej biegnę! Tą samą trasą w dół zaczynają już zbiegać czołowi wyjadacze … ło żesz gdzie oni trzymają te baterie Duracelle , że tyle w nich mocy ja się pytam ???  33 kilometr – miała być karczma a ni ma – WTF ? – okazuje się, że się w sposób cudowny przemieściła na 34 km … docieram, wpadam, szukam Dave – na szczęście poleciał a nie czekał na mnie – biorę gorącą herbatkę z prądem, chwilka oddechu i wyruszam dalej. Karczma Brzeziniak procentowo podniosła morale…

Teraz kawałek wspinaczki odsłoniętym polem – wieje strasznie (a Dave miał jeszcze przed chwilą tu słońce) .. ostatnia stromizna do pokonania i wracamy na trasę w dół do upragnionej mety ….

Wędrówka skazańców …. skazanych na endorfinową bombę na mecie!

36km do 43km
DAVE: Droga było tak samo nudna, jak poprzedni odcinek, tylko w drugą stronę – w przeważającej większości w dół. To tutaj, na 37 kilometrze telefon przestał liczyć dystanse. Temperatura w wysokości +4, wyłącza po czasie urządzenia z jabłkiem w logo. Myślałem, że uda mi się spotkać Prezesa, ale był szybszy i już pewnie spożywał herbatkę z wiśniówką w karczmie.

Teraz niby powinno być łatwiej bo w większości z górki … o ile Dave wydziczył jak baletnica na jeziorze łabędzim tak ja ma wielki kryzys i nie mówimy tu o wieku średnim …. nogi ciężkie jak z ołowiu i osłabiony przeziębieniem bieganie co chwila przerywam spacerowaniem. Kilometry dłużą się niemiłosiernie … zaczynam kolejny – biegnę, idę, biegnę, idę, biegnę, idę .. spoglądam na Garmina a tu tylko 150m …. ehhh..przeklinam … czasoprzestrzeń mi się zakrzywia . Mimo wszystko krok po kroku dążę do tego co kocham – do granicy swoich możliwości – kocham i nienawidzę ten stan jednocześnie. Mijam 42 km – no to po raz kolejny jestem maratończykiem ….

Okolice 42km – zbiegamy na tory kolejowe – pytam obsługę jak często tędy jeździ Pendolino – powiedział, że jak coś to będzie krzyczał  – i to ja rozumiem taką obsługę .. 😉 Po torach biegnie się tak komfortowo jak komfortowe są siedzenia w tanich liniach lotniczych … wraz z towarzyszem, z którym finalnie razem dobiegamy do mety, narzekamy na niski standard PKP ….

Schody jak schody – tylko poręcze jakieś takie niskie!

runhogs-210
Ostatni jakże soczysty podbieg … 

runhogs-209
Dave patrzy, meta tuż tuż – jeszcze odrobina spiny i dolatujemy….

43km – meta 44,6km
Końcóweczka – wbiegamy w centrum Cisnej – tu ludzie zaczynają dopingować – to już końcówka, brawo, dajecie!!. Jednak do końca nie ma lekko – na dobicie finiszowe pół kilometra na podbiegu. Z daleka widzę Dave – już dawno na mecie – dopinguje mnie do ostatniego wysiłku.

Meta
Medal
Zmęczenie
Grzane piwo
Duma

DAVE – 4h:53m:31s – 319 miejsce na 661 startujących
AZTEQ – 5h:24m:41s – 483 miejsce na 661 startujących

runhogs-195
Finiszer Dave zamawia 3 piwa na mecie ….

runhogs-194
Nigdy więcej, nigdy więcej ……. hmmmm .. to kiedy znowu biegniemy???

runhogs-198
Jestę maratońćzykę z 2 kilometrowym ultra w nogach 😉

Tak – zrobiliśmy to – takie nasze małe „ultra” – może trasa niezbyt wymagająca, może małe podbiegi a i niedźwiedź żaden nie gonił …. Ale to jest „ultra” każdego z nas, każdego kto postanowił wyjść poza swoje stereotypy, schematy i „niechcemisiębo…” . Gratulacje dla wszystkich, którzy rzucili wyzwanie własnym  ograniczeniom w tych pięknych bieszczadzkich plenerach. Wielki szacun dla ekipy OTK Rzeźnik za ogarnięcie całości – robicie to świetnie i nie ważcie się przestawać ! Gratki od prezesa dla mojego kompana Dave’a – rośnie nam tu włochaty wielbiciel górskiego hasania – jest potencjał!

Dave – pełen energii po swoim „pierwszym razie”

Życie to wyzwanie – przekraczajcie swoje granice, róbcie rzeczy szalone – i niekoniecznie to musi być bieganie – jak chcesz możesz również rozpocząć kurs języka syryjskiego a jednocześnie zapisać się na kurs pilotażu – chłopcy z ABW szybko Cię namierzą a to też będzie jedno z ekstremalnych przeżyć, które zapamiętasz do końca życia … 😉

Wracamy do Bukowca a tu mamy nasze małe prywatne SPA! Regeneracja w pełni. Kolejne plusy dla POŁONINY!
DAVE: Pierwsza moja kontuzja dzisiejszego dnia – rozwalone kolano w szatni 😉 Poza tym sympatyczna parka spod dwójki, która przyszła się bzykać do sauny ….

runhogs-197
Po takiej regeneracji byliśmy gotowi pobiec jeszcze jedno kółeczko…

Teraz kolejne plany, treningi … pod koniec krzyczałem w duchu – NIGDY WIĘCEJ – a już wieczorem zastanawia się człowiek gdzie i ile pobiegnie dalej. Bieganie powinno być zakazane – bieganie uzależnia…..

Ostrzegał Azteq – prezio stada RUNHOGS Tychy przy czynnym wkładzie dzika-nowonabytego-maratończyka Dave’a.

ENJOY!

A na zakończenie wisienka na torcie tudzież kasztan w paśniku – finalne epickie przesłanie prezesa.
UWAGA – ze względu na duże nagromadzenie wulgaryzmów
materiał przeznaczony tylko dla dzików dorosłych,o mocnych nerwach i grubej sierści!!

To co – szachy czy brydż ???